Przyszła nauczycielka do domu Jasia i skarży się jego ojcu:
– Pański syn w odpowiedzi na moją uwagę pod jego adresem przy całej klasie powiedział, że mnie przeleci.
– Zaraz się z nim rozprawię – powiedział ojciec i podszedł do otwartego
okna.
– Jaaasiu! Pokłóciłeś się dziś z panią nauczycielką?
– Nooo zdarzyło się.
– I obiecałeś, że ją przelecisz?
– Nooo tak.
– To co się szwędasz po ulicy? Chodź do domu! Ona już przyszła.
Przestraszył się onanista, że gdy umrze – wsadzą go do piekła. Pyta, więc
Boga:
– Co mam zrobić, żeby odkupić swoje grzechy?
Bóg się zlitował i odpowiada:
– Po pierwsze: Przestań dzwonić na sextelefon, to się przestaniesz
onanizować!
– Po drugie: Przestań oglądać filmy pornograficzne!!
– Po trzecie: Przestań zapraszać prostytutki do domu!!!
– Po czwarte: Przestań….
Zapowietrza się i wrzeszczy:
– I wyjmij, ku*wa ręce z kieszeni, kiedy rozmawiasz z Bogiem!!!!
Ale sprzęt! :)
Co prawda to prawda :)
Lepsze niż 500+ :)
W pewnej wsi na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim mieszkało małżeństwo z
dziewięciorgiem dzieci. Ciężko było ale wykorzystywali dość atrakcyjne
położenie swojej miejscowości i od 12 lat prowadzili gospodarstwo
agroturystyczne. Co sezon przyjeżdżali grzybiarze, wędkarze, fani żeglowania
i dzięki temu małżonkowie jakoś wiązali koniec z końcem. I tak pchaliby do
końca życia ten wózek gdyby mąż nie przeczytał w lokalnym dodatku GW, że
Wojewoda Lubelski wydał rozporządzenie, że wszystkie małżeństwa w
województwie posiadające dziesięcioro dzieci otrzymają jednorazową zapomogę
w wysokości 300 000 złotych i stałą comiesięczną rentę po 1500 zł na każdego
potomka do czasu ukończenia przez najmłodszego 24 lat. Żyć, nie umierać. Na
dole artykułu dopisane jednak było małym druczkiem, że „promocja ważna jest
tylko do końca marca”. Odpadł więc natychmiastowy zamiar naturalnego
uzupełnienia liczby bachorów. Co robić…?
Tutaj żona przypomniała sobie, że przed ośmioma laty o mały włos nie doszło
do rozwodu, bo jej mąż dmuchnął jakąś panienkę z Krasnegostawu i ta przez
pół roku przyjeżdżała i robiła im awantury, domagając się przyjęcia przez
nich opieki prawnej nad bękartem. Ustąpiła dopiero po przedstawieniu
zaświadczenia od znajomego lekarza z Ostrowa Lubelskiego, że chłopina jest
od dziecka bezpłodny.
– Wyruszaj, Kazik, natychmiast do tej swojej przydupicy, przyznaj się do
ojcostwa i bez dziecka mi się w domu nie pokazuj – rzekła groźnie i aby nie
było niedomówień dorzuciła – Rozumiesz kasztanie?
Kazik pojechał. Co przeżył w ciągu dwóch tygodni od momentu wejścia do
PKS-u, tego żadne księgi ani scenariusze filmowe nie opiszą. Dość, że 15
dnia stanął w plugawym ubraniu, rozczochrany i zarośnięty na progu swojego
domu, trzymając silnie za rękę wyrywającego się ośmiolatka.
– Zośka – wrzasnął w głąb pustej o dziwo kuchni – Mam… Co tu się dzieje?
Gdzie dzieciaki?
– Broniłam, Kaziu, broniłam – histerycznie zaskrzeczała żona – Ale te
sk*rwisyny letnicy jakby się wszystkie zmówiły. Przyjechali jednego dnia i
każden zabrał swojego.
Co znaczy poświęcić miliony ? :)
Ograniczenie prędkości :)
Ach ci listonosze…
Spotkało się dwóch kolegów po długim czasie.
– Jak żyjesz?… Co dobrego u Ciebie?… Opowiadaj!
– Co tu mówić?… Pcha się tą biedę!
– Żartujesz?… O jakiej biedzie ty mówisz?… Zawsze ci się układało!
– Ale w małżeństwie mi się nie układa.
– Nie wierzę, przecież na uczelni świata poza sobą nie widzieliście!
– Na uczelni tak!… A teraz mam podejrzenie, że mnie zdradza.
– Dlaczego tak myślisz?
– Już ci to wytłumaczę!… Mam taką pracę, że ciągle muszę zmieniać miejsce
zamieszkania. Trzy lata w Lublinie, dwa w Stargardzie, dwa w Kamieniu
Pomorskim, trzy w Poznaniu i teraz znowu Warszawa.
– No i co z tego?… Przecież jeździcie razem!
– Tak!… Tylko, że w tych wszystkich miejscach, przesyłki do domu przynosił
ten sam listonosz!
Żona wróciła z pracy
Żona wróciła z pracy. Siadła na łóżko, podciągnęła nogi pod brodę i
przygląda się, jak jej mąż myje podłogę. Po chwili mówi:
– A wiesz, kochanie, mój szef znów mi dziś powiedział, że gotów jest dla
mnie zostawić swoją żonę i dzieci. Ale on na pewno żartuje.
– A może nie… – odpowiedział mąż z nadzieją w głosie.