Do Urzędu Stanu Cywilnego wchodzi pijany facet i mówi:
– Panowie! Proszę o zarejestrowanie moich dzieci. Mam bliźnięta!
– Dlaczego mówi pan do mnie „panowie” ? Przecież ja tu jestem jeden.
– To poczekaj! Wrócę do domu i coś sprawdzę…
Do sklepu ze starzyzną w Jerozolimie wszedł turysta, rozejrzał się – same rupiecie bez wartości, zbiera się do wyjścia, patrzy, a tu przy drzwiach siedzi kotek i pije mleczko z miseczki. A ta miseczka – gościu oczom nie wierzy – porcelana z epoki dynastii Ming!
– Wie pan co – mówi do sprzedawcy – ten kotek przypadł mi do serca na pierwszy rzut oka, niech mi pan go sprzeda! Dam za niego dziesięć szekli.
– Nie mam mowy! – powiada sprzedawca – to ulubiony kotek moich wnucząt, nie na sprzedaż.
– Ale ja samotny jestem, a kotek – o, widzi pan – łasi się! – od razu
mnie polubił. 50 szekli dam.
– Wykluczone, wnuczęta by się zapłakały.
Turysta jednak nie odpuścił, w końcu kot poszedł za tysiąc szekli.
Gość wziął kota pod pachę, zmierza do wyjścia, ale w ostatniej chwili
zatrzymał się i powiada:
– Wygląda na to, że kotek przywiązany do swojej miseczki. Pewnie by mu było za nią tęskno. Chciałbym ją kupić – dziesięć szekli dam.
– A nie, nie! – mówi sprzedawca – miseczka jest z epoki Ming i jest
warta dwa miliony dolarów… A takich kotów po tysiąc szekli to ja już
osiemdziesiąt sprzedałem.
Na łożu śmierci leży stary człowiek. Wokół gromadzi się cała rodzina. On otwiera oczy i zaczyna słabym głosem:
– Tobie żono chcę dać w spadku sto tysięcy złotych, tobie córko –
osiemdziesiąt tysięcy, tobie synu tyleż samo, tobie kochany wnuku –
pięćdziesiąt tysięcy.
Wszyscy z żalem, miłością, ale i ze zdziwieniem spojrzeli na dziadka, a
gdy w pewnym momencie odwrócili od niego wzrok i zajęli się sobą,
dziadek przymknął oczy i wyszeptał:
– Ku..wa, skąd ja wezmę tyle pieniędzy…?
Gościowi bardzo zachciało się siku, ale to tak bardzo, że nie mógł
wytrzymać!
A że przechodził koło kościoła, cóż było robić. Odsunął co trzeba i z
wielką ulgą zaczął siku. Pech chciał że przechodziła obok zakonnica i
zobaczyła co się dzieje.
Podchodzi zakonnica do gościa i mówi: wie pan ja jeszcze nigdy nie
trzymałam faceta za jąderko czy mogę potrzymać choć chwilkę?
Gościu konsternacja, ale że był luzak na maksa zgodził się, bo takiego
czegoś jeszcze nie przeżył. Zakonnica złapała za jajko i mówi: ja mam
jeszcze jedną prośbę czy mogę jeszcze pana złapać za drugie jajko? Gość zgodził się bo powoli ogarniała go euforia.
Zakonnica złapała go drugą ręką za to jajko i skandując rytmicznie
uderzała je o siebie: NIE SI KA MY POD KO ŚCIO ŁEM!!!!!!!!