- Ile kosztuje ten pierścionek z brylantem? - Sto tysięcy, madame. - Sto tysięcy?! Koszmar! A ta kolia? - Dwa koszmary.
Kategoria: Humor
II Wojna Światowa. Do domu babci pukają Niemcy. Babcia zgarbiona, schorowana otwiera drzwi, a Hans od drzwi pyta: – Babcia, gdzie babcia schowała partyzanty?? Babcia na to, że nie ma ich u niej. Hans nie daje za wygraną: – Albo babcia mówi gdzie partyzanty, albo Helmut utnie babci noga! – Ale u mnie naprawdę ich nie ma! Po chwili Helmut wyciąga kosę i już po chwili babcia jest bez nogi. Wszędzie tryska krew. Ściany, meble, sufit cały we krwi. Hans ciągle nie daje za wygraną: – Babcia mówi gdzie partyzanty, bo Helmut utnie babci druga noga. – Ale u mnie naprawdę ich nie ma… No i Helmut złapał za kosę i po drugiej nodze. Babcia ciągle się nie przyznaje. Niemcy w końcu zwątpili. Skoro babcia dała z siebie zrobić pół kadłubka to na pewno nie ma u niej partyzantów. Poszli szukać gdzie indziej. Po ich wyjściu odwija się dywan, podnosi klapa, wychodzą partyzanci i jeden z nich mówi: – Widzisz babcia. Kłamstwo ma krótkie nogi.
Wjechał zaporożec w mercedesa. Z merca wychodzą karki i wyciągają z zaporożca dziadka. A dziadek spokojnie mówi:
– Chłopaki, po co się złościć. Chodźcie, lepiej napijemy się herbaty i zjemy pierniczki.
– Dziadku, wariata strugasz? Jedziemy twoje mieszkanie na nas przepisać!
– Chłopaki, szanujcie trochę starszego! Wypijemy herbaty z pierniczkami, pogadamy…
Koledzy wymienili spojrzenia, no ale nic, poszli za dziadkiem. A ten zamiast do jakiejś knajpki prowadzi ich do parku. Siadają na ławce, dziadek wyciąga starą, mosiężną lampę, pociera i pojawia się dżin.
Dziadek do niego:
– Zorganizuj w try miga herbatę i pierniczki dla tych dżentelmenów i dla mnie.
– Tak jest, mój panie! – odpowiedział dżin i rzeczywiście, z powietrza zmaterializował się stolik, z obrusem, samowarem, pierniczkami, zastawą… Karki siedzą z opadniętymi szczękami, po chwili jeden się pozbierał i mówi:
– Dziadek, sprzedaj no ty tę lampę.
– Nie.
– Sprzedaj, daję dziesięć tysięcy baksów.
– No ale co wy, nie sprzedam!
– Pięćdziesiąt tysięcy!
Koniec końców, kupili lampę za ćwierć miliona. Dziadek sobie poszedł z powrotem do samochodu, a szef karków pociera lampę. Pojawia się dżin.
Kark mu na to:
– Słuchaj, teraz ja tu jestem szefem. Masz nam zaraz zorganizować po dziesięć milionów baksów na początek.
– Przepraszam, nowy jaśnie panie, ale ja się specjalizuję tylko w herbacie i pierniczkach.